Przez trzy dni nie było w Polsce żadnego samolotu sanitarnego. Dwa miały uszkodzone podwozie, trzeci, który kupiono za 5 mln dolarów, musiał polecieć na przegląd techniczny do fabryki we Włoszech. Polska ma tylko trzy takie maszyny.
Wczoraj wszystkie samoloty były na miejscu. Piaggio pomyślnie przeszedł przegląd, a dwie Mewy wyleciały z hangarów. Jak dowiedziało się "Życie", jeden z samolotów z Mielca złamał jednak podwozie w trakcie kołowania na lotnisku w Warszawie. Dyrekcja Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wpadła w panikę. Pospiesznie nakazano sprawdzić stan drugiej maszyny. Okazało się, że i ona ma tę samą wadę konstrukcyjną. Prędzej czy później też uszkodziłaby sobie podwozie .
"Gdyby stało się to zimą, moglibyśmy sobie nie poradzić" - mówi Janusz Roguski, pilot w Lotniczym Pogotowiu Ratunkowym. "Śmigłowce, które mamy, są bardzo przestarzałe. Mogą latać tylko w dzień i to przy dobrej pogodzie, bo nie mają odpowiedniego oprzyrządowania".


