Po miesięcznej przerwie z powodu rehabilitacji po operacji wycięcia górnego płata lewego płuca minister zdrowia Zbigniew Religa wraca na dobre do pracy. Natychmiast zamierza przedstawić publicznie projekt koszyka świadczeń gwarantowanych
Jak pisze "Dziennik" minister pojawił się w swoim gabinecie pojawił się już w środę 25 czerwca. Ta nieoficjalna jeszcze wizyta w Ministerstwie Zdrowia nie była pierwsza podczas zwolnienia lekarskiego. Choroba wyłączyła go tylko z najbardziej gorącego czasu protestów pielęgniarek.
Oto fragmenty rozmowy jaką "Dziennik" przeprowadził z ministrem Religą w przeddzień jego powrotu do pracy:
- Nie obawia się pan powrotu do pracy w tak trudnym momencie?
- Temperatura była wysoka, już kiedy musiałem odejść. Teraz rzeczywiście jeszcze wzrosła, ale ogólnie taka sytuacja nie jest dla mnie nowa.
- Tyle że dziś już dziewiąty dzień mamy przed kancelarią premiera miasteczko namiotowe ze strajkującymi pielęgniarkami.
- Tak, ale dziś jest spotkanie Jarosława Kaczyńskiego i wszystkich związków zawodowych. I mam nadzieję, że w piątek miasteczka nie będzie.
- Naprawdę pan w to wierzy?
- Trudno sobie wyobrazić, żeby miasteczko namiotowe było stałym obrazem Warszawy. Trzeba to skończyć. Jeżeli premier zaproponuje rozpoczęcie rozmów o wytyczeniu drogi wzrostu płac, to trwanie przy tym proteście będzie nieuzasadnione. A słowo premiera powinno być gwarancją. Na dzień dzisiejszy postulaty są nie do zrealizowania. Wszyscy muszą sobie zdać sprawę, że ich realizacja musi być rozłożona w czasie.
- Problem w tym, że zamiast rozmów przez ostatnie dni obserwowaliśmy nakręcanie się spirali emocji, byliśmy świadkami dramatycznych scen. Czy tak musiało się stać? Czy rząd nie popełnił jednak błędu w podejściu do tego strajku?
- Ta spirala zaczęła się nakręcać w momencie, kiedy pielęgniarki, które przyszły z petycją do kancelarii premiera, nie były zadowolone, że szef rządu wydelegował do rozmów z nimi pierwszego wicepremiera Przemysława Gosiewskiego. A przecież premier i prezydent nie są osobami, które negocjują bezpośrednio przy każdym strajku. Żądanie pielęgniarek: "My nie będziemy rozmawiać z nikim, tylko z premierem" nie było uzasadnione. Natomiast odmowa w tych pierwszych dniach ze strony premiera była w pełni uzasadniona.


