Z najnowszego raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że leczymy się w najbiedniejszych szpitalach w całej Unii Europejskiej. Polski rząd przeznacza na jednego pacjenta przeciętnie 1 tys. 768 zł rocznie, tymczasem np. w Wielkiej Brytanii - 5 tys. 281 zł.
Co ósmej placówki medycznej w kraju nie stać nawet na strzykawki, bandaże czy termometry. A skoro szpitale nie mogą liczyć na rządową pomoc, szukają jej w kieszeniach pacjentów.
Jak informuje "Metro" chorzy płacą nie tylko za strzykawki, igły i bandaże. Na przykład w szpitalu specjalistycznym w Lublinie trzeba mieć własny termometr i sztućce. Do tego ponad 60 proc. pacjentów dodatkowo się dożywia.
- Bez dodatkowych opłat nie bylibyśmy w stanie funkcjonować - mówi Tadeusz Ciołkowski z placówki w Sokołowie Podlaskim.
"Metro" przypomina, że takie opłaty są nielegalne. Ministerstwo Zdrowia przymyka na tę sytuację oko. - Nie chcemy pogrążać szpitali i tak już zadłużonych - mówi Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia. Dodaje, że jak w przyszłych latach będziemy zwiększać nakłady na służbę zdrowia, to i ten problem się rozwiąże.


