W wielu miastach w związku z protestem służby zdrowia szpitale i przychodnie pracowały 10 maja jak na ostrym dyżurze, wykonując tylko zabiegi ratujące życie. Około 8 tys. lekarzy i pielęgniarek z całego kraju protestowało w tym dniu w Warszawie, domagając się podniesienia pensji o 30 proc. oraz zwiększenia publicznych nakładów na opiekę zdrowotną do 6 proc. PKB.
Protestujący zapowiedzieli strajk generalny, jeśli rząd nie spełni obietnic i nie odbędzie się debata o naprawie zdrowia.
Z manifestującymi spotkali się minister zdrowia i premier.
Zbigniew Religa powiedział medykom, że podwyżki o 30 proc. dla pracowników służby zdrowia możliwe są od października tego roku. Dodał, że w ciągu najbliższych trzech lat nastąpi istotny wzrost nakładów na służbę zdrowia do 5 proc. PKB. Kazimierz Marcinkiewicz oświadczył natomiast, że rząd chce podwyżek dla pracowników ochrony zdrowia, najwyższych dla tych, którzy mają "głodowe pensje".


