Coraz częściej pacjenci dowiadują się w aptekach, że leku, po który przyszedł, nie ma, ale jak sobie życzy, to go sprowadzą. Trwa to zwykle dzień lub dwa. Farmaceuci twierdzą, że nie mają pieniędzy, by robić zapasy medykamentów.
- Nie zamawiamy w dużych ilościach nawet leków najczęściej używanych przez pacjentów, m.in. przeciwgrypowych, przeciwalergicznych, na ból głowy, żołądka, choroby serca - mówi dziennikarzowi "Expressu Ilustrowaneg" łódzka aptekatka. - Zwykle mamy w zapasie tylko kilkanaście opakowań Ranigastu, Polopiryny S, tabletek od bólu głowy, Rutinoscorbinu, witaminy C oraz po kilka opakowań Effoxu, Cholinexu, Panadolu, Zyrtecu.
Nawet najlepiej zaopatrzone apteki sprowadzają tylko pojedyncze opakowania rzadziej stosowanych lub drogich leków. Gdy ich zapas się wyczerpie, przywozi się je na specjalne zamówienie pacjenta.
- Leki ratujące życie, np. przeciw zakrzepicy, sprowadzamy choremu w ciągu godziny - informują aptekarze. - Nie robimy zapasów, gdyż sprzedajemy jedno lub dwa opakowania na dwa miesiące.


