Minister zdrowia Zbigniew Religa zapowiedział, że sprawdzi, czy jest możliwość uruchomienia rezerw finansowych NFZ i przeznaczenia ich na podwyżki pensji lekarzy jeszcze w tym roku. Minister odpowiedział w ten sposób lekarzom, którzy protestowali w piątek w całym kraju domagając się podwyżek płac.
Większość lekarzy wzięła jednodniowy urlop na żądanie, szpitale pracowały w systemie ostrego dyżuru, wykonywane były jedynie zabiegi ratujące życie. Według szacunków Naczelnej Izby Lekarskiej urlop w całym kraju wzięło ok. 75 proc. lekarzy.
Wcześniej Zbigniew Religa tłumaczył, że podwyżki nie są możliwe w 2006 roku, gdyż nie ma na to pieniędzy w kasie państwa. W piątek po południu minister zmiękł i obiecał, że sprawdzi, czy istnieje możliwość wygospodarowania pieniędzy jeszcze w tym roku. Religa zaapelował do pracowników służby zdrowia, by w poniedziałek stawili się w pracy. Dodał, że potraktuje nieobecność lekarzy w pracy w piątek jako wolne wzięte z okazji przypadającego w tym dniu - Święta Pracownika Służby Zdrowia.
Minister przypomniał, iż jest obietnica ze strony rządu, że w 2007 roku pracownicy otrzymają podwyżkę pensji o 30 proc. "To jest duża podwyżka i nakłady (łączne) na opiekę zdrowotną wzrosną o 15 proc. Takiego nagłego wzrostu nie było" - zaznaczył.
Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł zapowiedział, że jeśli problemy służby zdrowia nie będą szybko rozwiązane, to może dojść do eskalacji protestów pracowników w całym kraju.
W proteście lekarzy po raz wzięły udział szpitale dziecięce. W Warszawie w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym przy ulicy Niekłańskiej w piątek pracowała jedna trzecia wszystkich lekarzy. Także Dziecięcy Szpital Kliniczny przy Litewskiej pracował jak na ostrym dyżurze.


