W karetkach zamiast lekarzy będą jeździć ratownicy, a wezwiemy ich, dzwoniąc pod numer 112. Projekt ustawy, który relacjonuje "Rzeczpospolita", przewiduje, że ratownictwo medyczne będzie finansowane z budżetu i ta część przepisów wejdzie w życie w styczniu przyszłego roku. Nowe uregulowania mają kosztować budżet 1,2 miliarda złotych.
Inne przepisy, które m.in. określą, jak ma przebiegać akcja ratunkowa, zaczną obowiązywać od razu po uchwaleniu ustawy – czyli jak przewidują jej twórcy – jeszcze w tej połowie roku.
Co zmieni nowe prawo? Przede wszystkim w karetkach nie będzie musiał – tak jak jest to teraz - jeździć lekarz. Na wezwanie pospieszą natomiast co najmniej dwaj ratownicy medyczni. To oni będą odpowiedzialni za dowiezienie pacjenta do najbliższego szpitalnego oddziału ratunkowego.
W myśl projektu ratownicy będą musieli mieć skończone studia licencjackie. Nowe przepisy przewidują, że karetka powinna dojechać na miejsce wypadku w ciągu ośmiu minut. Maksymalnie czas oczekiwania na pomoc może się wydłużyć do 12 minut w mieście i 20 poza nim. Eksperci twierdzą, że mamy do tego dostateczną liczbę karetek. Nie wiadomo jednak czy wystarczy odpowiednio wyszkolonych ratowników.
Za zorganizowanie systemu ratowniczego odpowiadał będzie w swoim regionie wojewoda. Do jego obowiązków musi on co trzy lata przygotować aktualny plan działania na wypadek, gdyby na jego terenie doszło do katastrofy. Przy jego urzędzie wojewody ma działać centrum koordynacyjne - takie samo, jakie kierowało akcją pomocy po katastrofie hali targowej w Katowicach.


