Co najmniej kilkaset osób w województwie łódzkim chce oddać szpik kostny osobom czekającym na przeszczep. Nie mogą jednak tego zrobić, bo brakuje pieniędzy na ich badania. Chorzy na białaczkę czekają tymczasem w gigantycznej kolejce na szpik sprowadzany z zagranicy.
W ubiegłym roku dwudziestu pacjentów z naszego regionu przeszło przeszczep szpiku kostnego. Wszyscy dawcy pochodzili z Niemiec, Finlandii, Włoch i USA. Badania dawców są skomplikowane, a koszt może wynieść nawet 2 tys. zł.
"Żeby znaleźć odpowiedniego dawcę, trzeba zbadać nieraz kilkadziesiąt tysięcy osób" - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" prof. Tadeusz Robak, szef Kliniki Hematologii w szpitalu im. Kopernika w Łodzi. Akcje werbowania dawców odbywają się spontanicznie.
"Namawiam parafian, aby zostali dawcami szpiku, ale kończy się na tworzeniu list chętnych, bo nie ma pieniędzy na badania kwalifikacyjne" - twierdzi ksiądz Henryk Eliasz, ogólnopolski duszpasterz dawców szpiku.
Zdaniem prof. Robaka, to nienormalna sytuacja, że sprowadzamy szpik z zagranicy, skoro na miejscu mamy tysiące chętnych, by się nim podzielić.


