Polska Grupa Farmaceutyczna zerwała umowę z litewskimi Euro-Aptekami, których nie będzie zaopatrywać w leki. Euro-Apteki naraziły się tym, że zaczęły sprzedaż leków refundowanych w cenie jednego grosza.
- Leki nie są towarem, a apteka to nie hipermarket, w którym wprowadza się sezonowe wyprzedaże - mówi Hanna Jankowiak-Gracz z Okręgowej Izby Aptekarskiej w Poznaniu, właścicielka poznańskiej apteki.
Litewski kapitał, któremu polscy dystrybutorzy leków próbują utrudnić życie w naszym kraju, próbuje interweniować w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a ten będzie musiał rozstrzygnąć, czy zachowanie Polskiej Grupy Farmaceutycznej, ogłaszającej bojkot jest zgodne z polskim prawem.
Jak informuje „Gazeta Poznańska” w wielkopolskiej Okręgowej Izbie Aptekarskiej nie podoba się metoda walki z litewską grupą.
- Ja nie popieram bojkotu, bo jeżeli któryś z aptekarzy uzna, że postawa Euro-Aptek nie jest uczciwa, może wystąpić do sądu. Kilka osób tak już postąpiło - mówi Tadeusz Bąbelek z Izby, zwolennik bardziej cywilizowanych form protestu. Litwini nie zamierzają zwijać interesu.
- Mieliśmy kłopot, bo trzeba było podpisać umowy z nowymi hurtowniami, ale nadal będziemy sprzedawać leki za grosik - mówi Daniela Vaitkunienie, wiceprezes Euro-Aptek.
Jak pisze „Dziennik Łódzki” - środowisko aptekarzy nie wierzy w dobre intencje Polskiej Grupy Farmaceutycznej, która najpierw zapewniała, że nie będzie miała aptek, a teraz ma ich około 300.
- W naszych publikacjach wytknęliśmy im, że lepiej traktują własne apteki, a programy promocyjne sprzyjają nie tyle aptekom i pacjentom, ile hurtowniom - twierdzi Anna Rybowska z Okręgowej Izby Aptekarskiej w Łodzi.
Na razie na wojnie aptek korzystają pacjenci. Ministerstwo Zdrowia obniżyło ceny niektórych leków, ale walka konkurencyjna przebija nawet ministerialny cennik.


