Na Pomorzu notuje się ostatnio znaczny, nawet dwuipółkrotny, wzrost liczby zachorowań na koklusz. Epidemiolodzy uspokajają: o epidemii nie można mówić. Wzrost notuje się w całej Polsce, choć na Pomorzu jest on największy.
Jak podaje "Serwis Nauka w Polsce PAP" Główny Inspektorat Sanitarny podkreśla, że "nie jest to wzrost dramatyczny". "Rocznie notowaliśmy zwykle 40-50 przypadków kokluszu na rok, a w tym roku do połowy grudnia zgłoszono już około 160 przypadków tej choroby" - mówi epidemiolog z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej w Gdańsku.
Wojciech Dębiński z Głównego Inspektoratu Sanitarnego uważa, że choć wzrost liczby zachorowań faktycznie nastąpił, to nie jest niepokojący.
"Koklusz od kilku lat coraz częściej występuje w całej Europie, więc także w Polsce, gdzie rocznie choruje 1500- 2500 osób. Najwięcej przypadków notowano w 1998 r." - informuje.
Wzrost liczby zachorowań występuje pomimo tego, że w Polsce dzieci są szczepione przeciwko kokluszowi. "Nie oznacza to jednak, że szczepionka jest bezużyteczna. Jeśli zachorują dzieci zaszczepione, choroba ma znacznie łagodniejszy przebieg" - mówi Dębiński.
"Szczepimy dzieci dość starą szczepionką. W Europie od mniej więcej dwóch lat używa się innej, nowszej generacji, jest ona jednak znacznie droższa. Nie ma pieniędzy na jej szerokie zastosowanie w Polsce, więc na razie szczepimy nią tylko sześciolatków" - informują lekarze.
Przeciwko kokluszowi szczepi się też niemowlęta, jednak z powodu braku pieniędzy, na razie bezpłatnie stosuje się wobec nich "starą" szczepionkę. Z informacji uzyskanej przez PAP w jednej z gdańskich przychodni zdrowia wynika, że rodzice często decydują się jednak zapłacić za podanie niemowlęciu nowego rodzaju szczepionki.
Do rozprzestrzeniania się choroby i wzrostu liczby zachorowań przyczynić się mogła też nietypowa, "mało zimowa" aura.
PAP - Nauka w Polsce


