Aptekarze mają dość bazgrołów na lekarskich receptach. Skarżą się, bo pismo lekarzy jest tak nieczytelne, że często nie sposób dojść jaki lek ma w aptece otrzymać pacjent.
Jak pisze "Głos Szczeciński" pismo lekarzy na receptach "od zawsze" trudne było do rozszyfrowania. Czarę goryczy przepełniły jednak przypadki, gdy aptekarze wpadli z tego powodu w tarapaty. Chodzi o sytuacje kiedy apteki wydawały leki częściowo lub całkowicie refundowane. Recepty muszą być w takich przypadkach dokładnie wypełnione. A tak jest rzadko.
- Uchybień jest dużo. Począwszy od braku nazwy miasta przy adresie pacjenta, po brak numeru telefonu lekarza, czy też przychodni, w której wypełniono receptę - mówi Danuta Parszewska- Knopf, prezes Zachodniopomorskiej Izby Aptekarskiej. Takie braki oznaczają kłopoty z Narodowym Funduszem Zdrowia, który zaczął kwestionować wydanie tańszego leku na podstawie wadliwej recepty.
Według Zachodniopomorskiej Izby Aptekarskiej aż 70 procent recept w rzeczywistości jest tylko pobazgranym świstkiem papieru z pieczątką lekarza.
- Umowy lekarzy z funduszem zobowiązują do prawidłowego wypełniania recept. Niech więc NFZ pomoże nam zmusić lekarzy do wyraźnego pisania - mówi dziennikarzowi "Głosu Szczecińskiego" Danuta Parszewska-Konopf.


