Dzięki piezoelektrycznym silniczkom, elektrody umieszczonych w mózgu implantów będą mogły same znajdować najlepsze miejsca - informuje "New Scientist".
Teoretycznie dzięki elektronicznym implantom można pomóc ludziom sparaliżowanym lub pozbawionym możliwości komunikowania się. Układ nerwowy zajmuje się właśnie przekazywaniem słabych impulsów elektrycznych. Trzeba tylko wychwytywać sygnały z mózgu i pobudzać odpowiednie miejsca w odpowiedni sposób w odpowiednim czasie.
Wszczepione do mózgu elektrody mogą wychwytywać sygnały i przekazywać je do mięśni kończyn lub protez albo sterować kursorem na ekranie komputera (sterowanie komputerem poprzez "myśli"). Ale w ciągu kilku miesięcy od wszczepienia przestają działać - przemieszczają się z powodu wstrząsów albo zmian ciśnienia wewnątrzczaszkowego, obrasta je tkanka, a niektóre komórki mózgu obumierają.
Rozwiązaniem może być opracowane przez naukowców z California Institute of Technology w Pasadenie urządzenie, które automatycznie przemieszcza elektrody w kierunku najsilniejszego sygnału.
Prototyp - na razie umieszczony na czaszce szczura lub małpy - ma cztery elektrody, które mogą się przemieszczać niezależnie co 1 mikrometr. Wystarczy umieścić elektrody w miejscu określonym z grubsza na podstawie badania funkcjonalnym rezonansem magnetycznym, a później każda elektroda lokalizuje najsilniejsze źródło sygnału i dzięki silniczkowi piezoelektryczenmu przesuwa się w jego kierunku. Elektrody maja nawet system "przeciwkolizyjny", który zapobiega przedziurawieniu ściany komórki nerwowej. Gdy sygnał gwałtownie narasta, trzeba hamować.
Kolejna wersja ma być znacznie mniejsza i mieć już 100 elektrod. W ciągu roku powinna być gotowa do wszczepienia sparaliżowanemu człowiekowi, by umożliwić mu obsługę komputera. Podobnie działające implanty mogłyby też znaleźć zastosowanie u osób chorych na parkinsonizm.
Serwis Naukowy PAP


